Polskie Media w jednym miejscu - Polski Internet - Polski Serwer - Polskie Społeczności



 

Z wydawnictw "Drugiego Obiegu" :

Homilia na Mszy św. za Ojczyznę wygłoszona przez

ks. Jerzego Popiełuszko w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie

25.09.1983 r.

Data: 13.12.2018

Homilia na Mszy św. za Ojczyznę wygłoszona przez ks. Jerzego Popiełuszko w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie 25.09.1983 r.

 

      "Jezus Chrystus, chociaż był posłany do całego świata, aby nieść dobrą nowinę dla wszystkich ludów i narodów, to jednak miał swoją ziemską ojczyznę. Ojczyznę, która miała swoje dzieje, swoją historię, religię i kulturę. Podporządkował się niektórym słusznym prawom w ojczyźnie, chociaż żadne Go, jako Boga, nie obowiązywały. Chciał przez to wszystko podkreślić, jak ważną dla każdego człowieka jest świadomość posiadania własnej Ojczyzny. Każdy człowiek jest związany z Ojczyzną poprzez rodzinę i miejsce urodzenia. Ojczyzna, to wspólnota rodzimej kultury. Jej dzieje, historia, bardziej radosna lub bolesna. To bogactwo językowe, bogactwo dzieł sztuki i kultury muzycznej, to jej religia i obyczaje.

      Chciałbym, abyśmy w dzisiejszej naszej zadumie, w naszych rozważaniach zatrzymali się nad słowem - kultura. Zdaję sobie sprawę, że jest to temat rzeka. W tych kilkunastu minutach chciałbym tylko zasygnalizować i zaledwie dotknąć niektórych problemów związanych z tym słowem. Ojciec Święty, Jan Paweł II podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny przemawiając do młodzieży powiedział, że kultura jest wyrazem człowieka, jest potwierdzeniem człowieczeństwa. Człowiek tworzy kulturę i przez kulturę tworzy siebie. Kultura jest dobrem wspólnym narodu. Kultura polska jest dobrem, na którym opiera się dobro duchowe Polaków. Ona stanowi o nas przez cały ciąg dziejów Ojczyzny, bardziej niż siła materialna, czy granice polityczne. Dzięki kulturze Naród pozostał sobą, pomimo wieloletniej utraty niepodległości. Duchowo zawsze był niepodległy, ponieważ miał swoją wspaniałą kulturę.

       Kultura polska od początku nosi wyraźne znamiona chrześcijańskie. Chrześcijaństwo zawsze znajdowało swój oddźwięk w dziejach myśli, w twórczości artystycznej, w poezji, w muzyce, w dramacie, w plastyce, malarstwie i rzeźbie. Kultura polska przez wieki brała swoje natchnienie z Ewangelii. Adam Mickiewicz, nasz wieszcz narodowy w Księgach Pielgrzymstwa Polskiego napisał, że cywilizacja prawdziwie godna człowieka, musi być chrześcijańska. Dzięki chrześcijaństwu jesteśmy powiązani z kulturą Zachodu i dlatego mogliśmy się w historii oprzeć wszelkim innym kulturom ludów barbarzyńskich. Mogliśmy się oprzeć kulturom narzucanym nam przez wrogów, czy przyjaciół. W Polsce powojennej postanowiono, że Boga i Ewangelii nie będzie w życiu narodu, że szczególnie młode pokolenie będzie wychowywane bez Boga. Ale zapomniano, że Bóg wcale nie ma obowiązku stosować się do niczyich uchwał. Dzisiaj potrzeba nam odważnego upominania się dla narodu o prawo do Boga, do miłości, do wolności sumień, do kultury i dziedzictwa rodzimego. Nie można tworzyć dziejów bez dziejów. Nie można zapominać o chrześcijańskiej drodze naszego Narodu. Nie można podcinać korzeni naszej, ponad tysiącletniej, przeszłości. Bo drzewo bez korzeni będzie się przewracało, jak przykładów tego mamy wiele w ostatnich dziesiątkach lat. Nie można wprowadzać narodu na poziom zaczynania od początku. Nie wolno milczeć, gdy na ostatni plan wychowania szkolnego spychana jest rodzima kultura, literatura i sztuka, gdy wypróbowaną moralność chrześcijańską zastępuje się tak zwaną moralnością socjalistyczną, gdy nauczyciele w szkołach warszawskich informują chrześcijańskich rodziców, że ich dzieci będą wychowywali w duchu laickim. Odsuwanie dzieci od prawdy chrześcijańskiej, która od wieków jest związana z polskością, jest odsuwaniem ich od polskości, jest po prostu procesem wynaradawiania. Szkoła musi dać dzieciom i młodzieży miłość do Ojczyzny i dumę z kultury rodzimej. Nie może być instytucją nadrzędną nad narodem, podporządkowaną tylko na dziś. Musi być łączeniem ojczystego wczoraj z ojczystym jutro. Skoro szkoła tego zadania nie spełnia, tym większe zadanie ciąży na chrześcijańskich rodzinach. Kultura narodu, to również jego moralność. Naród chrześcijański musi kierować się sprawdzoną przez wieki moralnością chrześcijańską. Narodowi chrześcijańskiemu nie jest potrzebna tzw. moralność laicka, bo jest ona bez oblicza i bez nadziei, jak mówił zmarły Prymas Tysiąclecia. Stwarza zagrożenie dla wartości duchowych narodu i osłabia te siły, które stanowią o jego jedności. Naród nie dał się zniszczyć, mimo rozbiorów, przegranych powstań i Sybiru, mimo wynaradawiania i rusyfikacji, mimo wozu Drzymały i Kulturkampfu. Bo miał mocno zapuszczone korzenie w poprzednich wiekach dziejów ojczystych. Nie dał się zniszczyć, bo żywił się historią i kulturą poprzednich wieków. A czym ożywi się naród w niedalekiej przyszłości, z dzisiaj tworzonej historii i kultury? Czy będzie mógł pożywić się kłamliwymi artykułami z "Rzeczypospolitej", "Trybuny Ludu", czy "Argumentów"? Obdzieraniem dusz młodzieży z kultury narodowej, z własnych, przepojonych chrześcijaństwem, wspaniałych dziejów. Przemilczaniem faktów historycznych. Czy pożywi się opluwaniem "Solidarności" i fałszywymi zarzutami stawianymi jej przywódcom, demokratycznie wybranym przez naród? Czy pożywi się wyrzucaniem krzyży ze szkół i fabryk, o czym z niepokojem mówią w dzisiejszym komunikacie polscy biskupi?

      Wszystko, co byłoby czynione przeciwko kulturze narodowej w kraju chrześcijańskim, styl rządzenia i władania przeciwny chrześcijańskim obyczajom, czy też prawom osoby ludzkiej i rodziny - nie sprzyja rozwojowi rodziny. Tylko naród wolny duchowo i miłujący prawdę może trwać i tworzyć dla przyszłości. Tak jak tworzyli przyszłość powstańcy, padający na polach bitew, czy wieszczowie, którzy patrzyli daleko w przyszłość. Jak Słowacki, który żyjąc na wygnaniu zdołał wypatrzeć w przyszłość Polski - której przecież wtedy nie było na mapie Europy - wypatrzeć Polaka na tronie św. Piotra. Tylko naród, który ma zdrowego ducha i czułe sumienie może tworzyć śmiałą przyszłość. Dlatego dbajmy o wolność naszego ducha. Nie dajmy się zniewolić przez lęk i zastraszenie. Nie pozwalajmy w najdrobniejszych nawet sprawach zatruwać ducha narodu, przed czym ostrzegał już Adam Mickiewicz, gdy pisał: niczym Sybir, niczym knuty lecz narodu duch zatruty, to dopiero bólów ból. Już Paweł Włodkowic mówił, że dobra kulturalne i moce duchowe zdobywa się dla przyszłości nie żelazem i mieczem, przemocą, siłą i gwałtem, ale wolnością, miłością i poszanowaniem prawdy. Ludzi zdobywa się otwartym sercem, a nie zaciśniętą pięścią. Prawdziwa wiedza, prawdziwa mądrość, prawdziwa kultura nie znosi łańcuchów. Umysłu ludzkiego nie da się skrępować. I dlatego budzą zdziwienie fakty, gdy administracja na uczelni często ma większe znaczenie niż wybitny profesor mający światową sławę. Jest jeszcze gorzej - mówił ks. Kardynał Wyszyński - gdy Polska ma swoich ludzi, którzy czuwają nad tym, aby mężowie nauki myśleli poprawnie, tzn. nie w relacji prawdy, ale w relacji polityki. Wszelkie próby krępowania wolności ludzkiego umysłu, który ma tworzyć kulturę, działają na szkodę kultury.

       Uświadomili to sobie mocną potrzebą patriotycznego zrywu robotników w Sierpniu 1980 roku zawodowi twórcy kultury. Uświadomili to sobie aktorzy, dziennikarze, literaci, artyści i plastycy. Obudziło się ich sumienie, jak budziło się sumienie całego narodu, usypiane przez ostatnie dziesiątki lat. Rok 1980 był trudny, ale ukazał wielkie drzemiące w narodzie zalety: rozwagę, roztropność, umiejętność i współdziałanie. Obudziło się sumienie społeczne, zawodowe, gospodarcze, kulturalne i polityczne. Obudziło się sumienie środowisk twórczych. Przemówili swoim nieskrępowanym głosem. Postanowili służyć prawdzie. Służyć swoim talentem i swoim warsztatem pracy. Służyć prawdzie o Ojczyźnie. Tej samej Ojczyźnie, której służyli dziadowie. Ojczyźnie - Polsce, bez żadnych przydomków. Ale gdzie kłamstwo jest niejako urzędowo pielęgnowane, tam brakuje miejsca na prawdę, która jest zaprzeczeniem i demaskowaniem kłamstwa. I dlatego rozpoczęła się na nowo walka z prawdą i wolnością słowa, wolnością i wielością poglądów wypowiadanych głośno, pod wpływem przebudzonego sumienia. Zaczęto każdemu upominaniu się o ludzkie prawa przypisywać wrogą działalność. A przecież już w 1978 roku, w liście do ministra Kąkola, pisał Prymas Tysiąclecia, że obrona praw nie jest działalnością par excellence polityczną, jest tylko powinnością obywatela, i że wrogów socjalistycznego państwa trzeba szukać wśród tchórzliwych milczków, a nie wśród tych, którzy chcą poznać prawdę o Polsce, zniekształconą przez oficjalne nauczanie. Tyle zmarły Ksiądz Prymas.

       Sumienie raz obudzone łatwiej odróżni prawdę od zakłamania, łatwiej odróżni dobre ziarno od plew. Łatwiej rozumie, że wielkie hasła i rozwinięte sztandary, po którymi można by się podpisywać obydwiema rękoma, są puste, jeśli w tym samym czasie są przetrzymywani w więzieniach bracia z obudzonym sumieniem, którzy byli zatroskani o dobro domu ojczystego, jak choćby Seweryn Jaworski, warszawski hutnik. Gdy ciągle są nowe aresztowania i wyrzucanie z pracy, gdy stawia się sztab ludzi do pilnowania i śledzenia innych. W ostatnim czasie środowiska tworzące kulturę stały się dla nas przykładem. Zwłaszcza aktorzy, którzy po 13 grudnia 1981 roku wykazali, w bezprzykładnych swoich powojennych dziełach, hart ducha, odwagę i ofiarność.

      Dzisiaj z obawą patrzy Kościół na nowe zagrożenia dla rozwoju polskiej kultury. Biskupi wielokrotnie dawali temu wyraz, gdy pisali, między innymi w lutym ubiegłego roku, że zasadnicze znaczenie dla zaistnienia ugody społecznej mają religia i kultura i dlatego konieczne jest zabezpieczenie pełnej wolności dla życia religijnego i rozwoju kultury. Konkretnym wyrazem będzie między innymi wydawanie publikacji katolickich według potrzeb społeczności wierzącej i zagwarantowanie pluralizmu twórczości kulturalnej. A w lutym br. biskupi stwierdzili, że z głęboką troską śledzą problemy nurtujące środowiska twórców kultury i sztuki, których udział w życiu kraju jest niezbędny. Ludzie sztuki i kultury muszą mieć zapewnione warunki życia, pracy i zrzeszania się. Stąd też niezrozumiałe i krzywdzące są decyzje rozwiązywania stowarzyszeń twórców kultury, aktorów, dziennikarzy, a ostatnio literatów. Związek Literatów, który istniał nieprzerwanie od 60 lat, to znaczy od czasów Stefana Żeromskiego, który ten związek założył. Decyzje niezrozumiałe i krzywdzące tym bardziej, że statuty tych stowarzyszeń zatwierdzała ta sama władza, i że żaden z tych związków statutów swoich w stanie wojennym nie zmieniał. Stąd pytanie, jak zrozumieć stwierdzenie, o którym przed rokiem pisali biskupi, że Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego w proklamacji stanu wojennego oświadczyła, że związki będą mogły wznowić swoją działalność w ramach statutowych.

       Nie służy rozwojowi kultury rozwinięta ponad wszelką miarę cenzura, która wykreśla zwłaszcza w pismach katolickich – podkreślam katolickich, a nie pseudokatolickich – wykreśla słowa, zdania, całe artykuły, myśli prawdziwe i odważne. Wykreśla nawet fragmenty z Pisma Świętego, z przemówień Ojca Świętego. Wykreśla to, co napisały pióra umaczane w prawdzie. A przecież słowa, aby żyły, muszą być prawdziwe, bo słowa kłamliwe, często już na drugi dzień okazują się śmieciem, nawet gdyby były powielane w milionach egzemplarzy. Złe świadectwo o czasach dzisiejszych wystawią dla historii posiekane dekretami cenzury katolickie pisma. Kultura wreszcie to uczciwy dialog i wymiana zdań. Uczciwa walka słowna, a nie pieniactwo zawodowych polemizatorów, którzy jednostronnie opluwają innych poprzez środki masowego przekazu. Na ten temat mówił jasno, przed trzema tygodniami w Częstochowie, ks. Prymas.

      Zakończmy nasze dzisiejsze rozważania słowami modlitwy Ojca Świętego, które wypowiedział zwracając się do Bożej Matki w dniu 31 marca ubiegłego roku: Tobie Matko Jasnogórska zawierzamy w sposób szczególny dziś i jutro, ojczystej kultury. Niech przedłuża się w niej i rozwija się coraz pełniej życie naszego narodu. Amen."

 

 

 

Homilia na Mszy św. za Ojczyznę wygłoszona przez

ks. Jerzego Popiełuszko w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie

26.02.1984 r.

 

      "Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie, a nie zabraniajcie im."

      "Słowa te, wypowiedziane przez Chrystusa Pana w czytanej przed chwilą Ewangelii, brzmią jednakowo przez dwa tysiące lat. Są one szczególnie ważne w naszej powojennej historii. Są aktualne i dzisiaj.

      Jesteśmy dziećmi Narodu, który od tysiąca z górą lat oddaje chwałę Bogu w Trójcy Jedynemu. Nasz Naród słynął ze znanej w świecie tolerancji religijnej. U nas znajdowali miejsce ci, którzy z powodu prześladowań religijnych musieli opuszczać rodzinny kraj.

      W narodzie polskim wychowanie chrześcijańskie związało się z dziejami Ojczyzny i wywierało swój wpływ na wszystkie dziedziny życia. I dlatego w dzisiejszym wychowaniu nie można odrywać się od tego, co stanowiło polskość na przestrzeni tysiąca lat. Nie wolno tego przekreślać ani zniekształcać.

      Dlatego katolickie społeczeństwo Polski jest świadome strat i szkód moralnych, jakie ponosiło i ponosi w wyniku narzucania ludziom wierzącym programu wychowania ateistycznego, programu wrogiego religii.

      Czasy po II Wojnie Światowej to jedno wielkie pasmo walki i monopol wychowania ateistycznego, wychowania bez Boga, wyrwania Boga z serc dzieci i młodzieży. Przyjrzyjmy się dzisiaj temu problemowi nieco bliżej.

      Życie dziecka zaczyna się pod sercem matki. To matka ponosi najwięcej trudu, aby dziecko na świat wydać, a potem rodzice, by dziecko wychować. W procesie wychowanie bierze również udział szkoła i całe społeczeństwo. W pracy swej jednak szkoła powinna być zależna od rodziców. Szkoła nie może zniszczyć w dziecięcych duszach tych wartości, które wszczepiła rodzina.

      Szkoła jest narodowa i należy do Narodu, do rodziny i społeczeństwa, a nie do takiej czy innej partii, sekty czy ugrupowania zajmującego się niechlubnym, a nawet wrogim i szkodliwym dla Narodu i państwa dziełem wyrywania wiary z serc dzieci i młodzieży - wołał zmarły Prymas, Stefan Kardynał Wyszyński.

      Pomimo więc upaństwowienia szkoły, ma ona służyć rodzinie i Narodowi, bo Naród kryje się w rodzinach. Szkoła musi być narodowa. Musi dawać dzieciom i młodzieży miłość do Ojczyzny i do kultury rodzimej. Szkoła musi się liczyć z Narodem, z jego wymaganiami, kulturą, obyczajowością i religią.

      Obowiązek dbania o taką właśnie szkołę, o właściwe wychowanie, spoczywa na państwie, nauczycielach i rodzicach. Gdy jednak państwo ten obowiązek zaniedbuje, większa odpowiedzialność spoczywa na rodzicach i wychowawcach. Gorzej się dzieje, gdy państwo pod płaszczykiem nowych projektów wychowania, pod płaszczykiem odciążania rodziców od dzieci, walczy o monopol nauczania i wychowania ateistycznego, wbrew woli rodziców. Program ateizacji doprowadza do absurdu, stwarza odczucie gwałtu społecznego i zniewolenia osobowego.

      Hańbą naszych czasów - pisali biskupi w roku 1968 - jest to, że nie brak usiłowań pozbawienia młodzieży wiary w Boga i związku z Kościołem - wbrew głosowi sumienia wszystkich cywilizowanych narodów.

      Ustawy państwowe, dotyczące także wychowania, nie mogą być przeciwne prawu Bożemu, bo wtedy nie obowiązują w sumieniu. A dążeniem do zniewolenia człowieka jest narzucanie mu światopoglądu, odbieranie wolności wierzenia i umiłowania Boga, laicystyczne obdzieranie go z wszelkich pragnień i aspiracji religijnych.

      Ktoś powie, że nikt dzisiaj nikomu nie zabrania chodzenia do kościoła. Przeżywaliśmy po wojnie i takie czasy. Do dzisiaj wielu dorosłych prosi o chrzest tylko dlatego, że ich rodzice za ochrzczenie dziecka czy posłanie go na katechezę byli zastraszani utratą stanowiska pracy. Ale sprawy wychowania, wolności religii, to nie tylko chodzenie do kościoła. Władza nie może narzucać swojej religii i światopoglądu. Nie może dyktować, w co mają wierzyć podwładni, a w co im wierzyć nie wolno. Bo czy nie jest narzucaniem religii ateizmu i brakiem tolerancji choćby fakt, że w kraju katolickim nakłady prasy laickiej wychodzą w milionach egzemplarzy, podczas gdy zaledwie kilka tygodników prasy katolickiej i żadnego dziennika w żenująco niskich nakładach i w dodatku posiekanych dekretami o cenzurze?

      Jedną z przyczyn współczesnej niedoli, także i materialnej, oraz rozkładu moralnego jest to, że uporczywie odmawiano Chrystusowi miejsca zwłaszcza w szkole i pracy, w wychowaniu dzieci i młodzieży.

      Był czas w niedalekiej przeszłości, że zakazywano wychowawcom kolonijnym, rzekomo w imię wolności sumienia, prowadzenie dzieci na mszę świętą w niedzielę. Zalecano organizowanie atrakcyjnych zajęć w czasie, gdy w kościołach odprawiane były msze święte, a w końcu zakazano wychowawcom zwalniania dzieci na mszę świętą, pomimo że tego żądały. W wypadku niepodporządkowania się zarządzeniom, stosowano wobec nauczycieli i wychowawców groźby i sankcje karne. Było to brutalne deptanie podstawowych praw człowieka. Od kierowników szkół żądano sprawozdań, w jaki sposób starają się utrudnić dzieciom udział w katechizacji i czy skutecznie przekonują rodziców o szkodliwości wychowania religijnego. Nauczycielom, którzy ułatwiali dzieciom udział w katechizacji, grożono sankcjami karnymi. Młodzież była zastraszana, że udział w katechizacji uniemożliwi jej zdanie matury i dostanie się na studia. O tym wszystkim pisali biskupi w swoich listach pasterskich. Przypominano to wszystko, aby podkreślić, jak wielkie znaczenie w wychowaniu ma rodzina. Bo to, że młodzież jest wierząca, że w czasie "Solidarności" pokolenie wychowane w tych trudnych czasach szukało siły i oparcia w Bogu i Kościele, jest przede wszystkim zasługą rodzin, zasługą rodziców, którzy w domu musieli prostować wszystko, co poplątano w umysłach dzieci.

      Gdy więc państwo nie stoi na wysokości zadania, tym większa odpowiedzialność ciąży na rodzicach, nauczycielach, ale i na samej młodzieży.

      Młodzież musi widzieć w nauczycielu przyjaciela, który przede wszystkim mówi prawdę, który stara się przekazać młodemu pokoleniu cały dorobek kultury narodowej i religijnej. Nauczyciele muszą pamiętać, że wychowują młodzież dla Ojczyzny, która korzeniami sięga w daleką chlubną przeszłość, a nie dla takich czy innych ustrojów, które się zmieniają. Nie mogą mieć na uwadze tylko tego, co służy dla "dzisiaj", ale co ma służyć dla dalekiej przyszłości.

      Niebezpieczeństwem utraty przez młodzież więzi z przeszłością Narodu i kulturą rodzimą, jakże często ośmieszaną i zniekształcaną, przerwała „Solidarność”, która odkłamała wiele celowo przemilczanych faktów historycznych. Nie jesteśmy Narodem tylko na dziś. Jesteśmy Narodem, który ma przekazać w daleką przyszłość moce nagromadzone przez całe tysiąclecia.

      Tylko wspólna i zgodna współpraca rodziców, wychowawców, Kościoła i samej młodzieży może przeciwstawić się wszystkiemu, co ma na celu położenie granicy wielkości człowieka i zniszczenie tego, co wyrosło z ofiary całych pokoleń Polaków, którzy płacili wysoką cenę za przetrwanie ducha Narodu. Stąd też wszyscy musimy wziąć do serca wezwanie Prymasa Tysiąclecia, aby mieć odwagę publicznego przyznawania się do Chrystusa i Kościoła, do tego wszystkiego, co stanowi chlubę Narodu, odwagę przyznawania się w szkole, na uczelni, w pracy i urzędzie. Czynić to bez względu na następstwa, jakie mogą dla nas z tego wyniknąć. Jeżeli wierzymy w czterech ścianach naszego domu, niech nie zabraknie nam odwagi do przyznawania się do Chrystusa publicznie, jak mieliśmy odwagę czynić to w czasie "Solidarności", nawet, gdy trzeba za to zapłacić jakąś cenę i ponieść ofiarę.

      Wiary i ideałów nie wolno sprzedawać za przysłowiową „misę soczewicy”, za stanowisko, większą pensję, możność studiów czy awans społeczny. Bo kto łatwo sprzedaje wiarę i ideały, ten jest o krok od sprzedania człowieka.

       Kościół zawsze będzie pomagał rodzicom i wychowawcom stojąc na stanowisku, że jeśli jednym wolno ateizować Naród wbrew jego woli, wbrew woli katolickich rodziców i samej młodzieży, to tym bardziej katolikom wolno bronić się przed tym bezprawiem.

      Tyle mówi się dzisiaj o prawach ludzi, a zapomina się o prawie zasadniczym, prawie do wolności religijnej i wolności wychowania.

      Zapomina o tym państwo, które niekiedy zamienia się w apostoła wiary w tak zwanego "swojego boga", który nazywa się ateizmem czy laicyzmem i karze kłaniać się całemu Narodowi przed bogiem wymyślonym według własnych możliwości. Zapomina, że każdy człowiek ma prawo do zachowania swojej wiary i swojego światopoglądu.

      Jedynie wspólny wysiłek Kościoła, rodziców i wychowawców może uchronić młodzież od tego, aby bocznym torem nie odeszła od zdrowego nurtu Bożego, od zdrowego patriotyzmu, który płynie przez nasz Naród, od przeszło dziewięciu wieków. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby nie pozwolić zamknąć ust ani dzieciom, ani młodzieży, ani Narodowi i by nikt nie zagubił nadziei. W niedalekim zamku car kiedyś krzyczał: "porzućcie Polacy nadzieję, zamknijcie usta". Nie zamknęli. Drogo za to płacili, ale nie zamknęli ust swoich i dlatego dzisiaj jesteśmy im wdzięczni, bo to oni przekazali nam ducha narodowego. Jesteśmy spadkobiercami tych, którzy ust swoich nie zamknęli, gdy chodziło o ważne sprawy Narodu. Dlatego i my zamykać ust nie możemy, gdy idzie o wychowanie młodego pokolenia, które w niedalekiej przyszłości na swoich barkach poniesie losy domu ojczystego.

      A wy, drodzy młodzi przyjaciele, musicie mieć w sobie coś z orłów. Serce orle i wzrok orli - jak mówił zmarły Prymas. Musicie ducha hartować i wznosić wysoko, aby móc jak orły przelatywać ponad wszelkim innym ptactwem, w przyszłość naszej Ojczyzny. Tylko będąc jak orły potraficie przebić się przez wszystkie dziejowe przełomy, wichry i burze, nie dając się spętać żadną niewolą. Pamiętajcie. Orły to wolne ptaki, bo szybują wysoko, a nie pełzają po ziemi.

      Jednak, czy będziecie mogli być jak orły, zależy przede wszystkim od tego, komu pozwolicie rzeźbić w waszej duszy i w waszym umyśle pamiętając, że obywateli prawych nie produkuje się w fabrykach, ale pod sercem matek i pod okiem prawdziwych wychowawców, którzy wzór dobrego nauczyciela biorą z Jezusa Chrystusa. Amen."

 

Odwiedza nas 237 gości oraz 0 użytkowników.